> ## Content Index
> Fetch the complete content index at: https://spheretech.ghost.io/llms.txt
> Use this file to discover other available public pages before exploring further.

# Drony zmienią świat. Kto na tym zarobi?
- URL: https://spheretech.ghost.io/drony-zmienia-swiat-kto-na-tym-zarobi/
- Published: 2026-10-02T08:57:24.000Z
- Updated: 2026-10-07T08:54:49.000Z
- Author: Mateusz Banaszak
- Tags: Bezpieczeństwo

Inwestor przekonany, że drony i inne maszyny autonomiczne staną się jedną z ważniejszych technologii następnych kilkunastu lat, szybko napotyka nieoczekiwany problem. Może mieć rację co do przyszłości technologii, a jednocześnie nie wiedzieć, jakie akcje powinien kupić.

Najbardziej oczywiste rozwiązanie nie jest dostępne. DJI, światowy lider rynku dronów, na razie pozostaje firmą prywatną. Podobnie jest z wieloma interesującymi przedsiębiorstwami rozwijającymi autonomiczne systemy wojskowe. Na giełdzie można natomiast znaleźć AeroVironment, Kratos Defense czy niewielki Red Cat. Można zainteresować się producentami eVTOL, takimi jak Joby Aviation, Archer Aviation i EHang, albo pójść o krok dalej i kupić akcje Teledyne, Ambarelli, Qualcomma, Nvidii, Garmina czy Trimble.

Wszystkie te przedsiębiorstwa mogą skorzystać na rozwoju autonomicznych maszyn. Kupując ich akcje, kupujemy jednak udziały w zupełnie różnych przedsięwzięciach. Na tym właśnie polega zasadniczy problem inwestycyjny. Nie wystarczy przewidzieć rozwój technologii. Trzeba jeszcze zrozumieć, w jaki sposób nowa technologia stanie się źródłem przychodów, jak przychody zostaną zamienione w zysk i jaka część tego zysku ostatecznie przypadnie właścicielowi jednej akcji.

Rynek dronów jest pod tym względem szczególnie interesujący. Jedne przedsiębiorstwa produkują maszyny, inne sensory, procesory albo oprogramowanie. Jeszcze inne chcą zarządzać całymi flotami autonomicznych urządzeń. Są wreszcie firmy, które zamierzają jednocześnie zaprojektować urządzenie, wyprodukować je, posiadać, serwisować i sprzedawać klientowi usługę transportową. Są to odmienne odpowiedzi na pytanie, na czym będzie można najlepiej zarobić w gospodarce pełnej autonomicznych urządzeń latających.

## Najpierw trzeba ustalić, co właściwie kupujemy

Określenie „spółka dronowa” mówi bardzo niewiele.

AeroVironment zakończył rok obrachunkowy 2026 z przychodami wynoszącymi niemal 2 mld dolarów. Bezzałogowe statki powietrzne przyniosły około 364 mln dolarów, natomiast dział obejmujący między innymi amunicję krążącą około 848 mln. Po przejęciu BlueHalo do przedsiębiorstwa dołączyły technologie kosmiczne, systemy cybernetyczne i inne rozwiązania wojskowe. Firma, którą kiedyś można było opisywać przede wszystkim jako producenta dronów, coraz bardziej przypomina dostawcę rozbudowanych systemów walki.

Kratos jest innym przedsiębiorstwem. W 2025 roku osiągnął 1,35 mld dolarów przychodów, ale systemy bezzałogowe stanowią tylko część jego działalności. Pozostała obejmuje między innymi technologie kosmiczne, systemy mikrofalowe, rakietowe i szkoleniowe.

Jeszcze inaczej wygląda Teledyne. W 2025 roku osiągnął ponad 6,1 mld dolarów sprzedaży, z czego 3,16 mld przypadło na obrazowanie cyfrowe. Drony są dla niego tylko jednym z wielu zastosowań kamer, sensorów i systemów obserwacyjnych.

Możemy zatem kupić udział w przedsiębiorstwie, dla którego autonomia stanowi zasadniczą część działalności, albo w firmie sprzedającej elementy potrzebne producentom autonomicznych maszyn. Możemy również zostać właścicielem części wielkiego koncernu, dla którego nawet gwałtowny rozwój rynku dronów pozostanie tylko jednym z wielu źródeł przychodów.

To rozróżnienie ma podstawowe znaczenie. Przedsiębiorstwo może uczestniczyć w wielkiej przemianie technologicznej, a jednocześnie czerpać z niej stosunkowo niewielką część swoich zysków.

## Sprzedawać drona czy rozwiązanie problemu?

AeroVironment dobrze pokazuje, jak zmienia się samo pojęcie przedsiębiorstwa dronowego. Najprostszy model polega na produkcji urządzenia. Firma projektuje drona, wytwarza go za określoną kwotę i sprzedaje klientowi drożej. Taki interes może być bardzo dochodowy, dopóki produkt pozostaje trudny do zastąpienia. Jednak wysokie marże przyciągają konkurentów. Produkcja rośnie, części stają się coraz bardziej ujednolicone, a elementy wymagające wcześniej wyjątkowych umiejętności można z czasem kupić od wyspecjalizowanych dostawców. Jeżeli dron, silnik, kamera i podstawowy układ sterowania stają się powszechnie dostępne, trudno przez wiele lat pobierać nadzwyczajnie wysoką marżę za samo urządzenie. 

Armia nie kupuje drona dlatego, że chce go mieć. Potrzebuje rozpoznania, obserwacji, łączności, zakłócania albo możliwości zniszczenia celu. Im większą część takiego zadania potrafi wykonać jedno przedsiębiorstwo, tym mniej jego pozycja zależy od ceny pojedynczego urządzenia. Nie jest to jednak droga pozbawiona kosztów. Przejęcia wymagają kapitału, duże organizacje trudniej sprawnie prowadzić, a przedsiębiorstwo może utracić przewagę wynikającą wcześniej z koncentracji na kilku dobrze opanowanych produktach. Nie wystarczy zatem powiedzieć, że AeroVironment działa na obiecującym rynku. Trzeba sprawdzić, czy wraz ze wzrostem przedsiębiorstwa rośnie również jego zdolność do osiągania zysku z zaangażowanego kapitału.

## Kratos i ekonomia taniej maszyny

Kratos reprezentuje inną koncepcję. Przemysł lotniczy przez dziesięciolecia zmierzał w stronę coraz bardziej zaawansowanych, skomplikowanych i kosztownych samolotów. Jeżeli maszyna kosztuje dziesiątki albo setki milionów dolarów, naturalne staje się wyposażenie jej w najlepsze dostępne systemy i ochrona przed utratą za niemal wszelką cenę.

Autonomiczne lotnictwo wojskowe pozwala spojrzeć na ten rachunek inaczej. Maszyna pozbawiona pilota może być tańsza, ponieważ nie musi zapewniać człowiekowi warunków przeżycia. W pewnych zastosowaniach można również zaakceptować jej utratę. Dziesięć wystarczająco dobrych urządzeń może być bardziej użyteczne niż jedna technologicznie doskonała maszyna.

Na tym polega znaczenie takich konstrukcji jak XQ-58A Valkyrie. Nie chodzi jedynie o nowy rodzaj urządzenia, lecz o zmianę relacji pomiędzy ceną maszyny a wartością zadania, które może wykonać.

Kratos nie jest jednak wyłącznie producentem dronów. Dla inwestora ma to zarówno wadę, jak i zaletę. Wielki sukces bezzałogowego lotnictwa zostanie częściowo rozwodniony przez pozostałą działalność, ale przedsiębiorstwo nie uzależnia swojego istnienia od powodzenia jednej technologii.

Istotne są również warunki zawieranych umów. Znaczna część kontraktów Kratosa ma z góry ustaloną cenę. Jeżeli koszty produkcji nieoczekiwanie wzrosną, przedsiębiorstwo nie zawsze może przerzucić je na klienta. To dobry przykład pokazujący, dlaczego wielka wartość zamówień nie musi oznaczać równie wielkiego zysku. Dla właściciela przedsiębiorstwa liczy się ostatecznie nie kwota wpisana do umowy, lecz pieniądze pozostające po jej wykonaniu.

## Małe przedsiębiorstwo i wielka obietnica

Na drugim końcu skali znajduje się Red Cat. Takie spółki działają na wyobraźnię z oczywistego powodu. Jeżeli niewielkie przedsiębiorstwo odniesie sukces na ogromnym rynku, może zwiększyć skalę działalności wielokrotnie. Oznacza to jednak równie wielkie ryzyko.

Mała firma nie posiada licznych źródeł dochodu pozwalających spokojnie finansować eksperymenty. Musi rozwijać technologię, zwiększać produkcję, zdobywać kontrakty, utrzymywać zapasy i finansować bieżącą działalność. Jeżeli wzrost przychodzi później, niż przewidywano, potrzebny jest kapitał. Pojawia się wówczas zasadnicze rozróżnienie pomiędzy wzrostem przedsiębiorstwa a wzrostem wartości przypadającej na jedną akcję. Spółka może zwiększyć sprzedaż dziesięciokrotnie, a jednocześnie wyemitować tak wiele nowych akcji, że pierwotny właściciel będzie posiadał znacznie mniejszą część przedsiębiorstwa.

W przypadku niewielkich producentów dronów trzeba więc obserwować nie tylko zamówienia, technologię i tempo wzrostu. Równie ważne są zużycie gotówki, liczba nowych akcji, programy wynagradzania pracowników oraz ilość kapitału potrzebna do chwili, w której przedsiębiorstwo zacznie finansować rozwój z własnych dochodów. W młodym przedsiębiorstwie sposób finansowania działalności jest częścią samego przedsięwzięcia.

## Latająca taksówka to zupełnie inny interes

Joby Aviation, Archer Aviation i EHang bywają wymieniane obok producentów dronów, ale inwestor kupujący ich akcje podejmuje w istocie zupełnie inny zakład.

Najprostszy model działalności producenta eVTOL przypominałby tradycyjny przemysł lotniczy, zaprojektować maszynę, uzyskać wymagane dopuszczenia, rozpocząć produkcję i sprzedawać samoloty przewoźnikom. Joby wybrał znacznie bardziej wymagającą drogę. Chce nie tylko budować maszyny, lecz również uczestniczyć w ich eksploatacji, zarządzać flotą, rozwijać oprogramowanie i utrzymywać bezpośrednią relację z pasażerem. Logika jest zrozumiała. Producent sprzedający urządzenie latające otrzymuje marżę przy sprzedaży. Operator może później przez wiele lat zarabiać na pracy tej samej maszyny. Jeżeli producent zostaje również operatorem, próbuje zatrzymać dla siebie większą część przyszłych dochodów.

Ceną jest ogromne zapotrzebowanie na kapitał. Trzeba finansować badania, certyfikację, fabryki, produkcję, infrastrukturę, oprogramowanie, szkolenia i uruchomienie przewozów. W 2025 roku Joby wydał na badania i rozwój ponad 581 mln dolarów, podczas gdy jego przychody wyniosły 53,4 mln dolarów i nie pochodziły jeszcze z dojrzałej sieci przewozów eVTOL.

Archer stoi przed podobnym problemem. Inwestor nie wycenia tutaj dojrzałego przedsiębiorstwa posiadającego wieloletnią historię przychodów, marż i zysków. Finansuje przedsięwzięcie, które dopiero ma dowieść, że potrafi znaleźć wystarczająco wielu klientów gotowych zapłacić cenę przewyższającą pełny koszt usługi. Kapitał kupuje takim przedsiębiorstwom przede wszystkim czas potrzebny na znalezienie odpowiedzi.

## EHang i cena usunięcia pilota

EHang wnosi do tej grupy jeszcze jeden element. Jego koncepcja pasażerskiego eVTOL od początku jest znacznie silniej związana z autonomią.

Z ekonomicznego punktu widzenia ma to ogromne znaczenie. Obecność pilota nie oznacza jedynie kosztów wynagrodzenia. Pilot zajmuje miejsce, zwiększa masę i zmniejsza liczbę pasażerów, którzy mogą zapłacić za podróż. W niewielkim statku powietrznym jego udział w całkowitej masie i dostępnej przestrzeni jest nieporównanie większy niż w wielkim samolocie pasażerskim.

Usunięcie człowieka z kabiny nie oznacza jednak usunięcia wykonywanej przez niego pracy. Funkcję pilota trzeba zastąpić elektroniką, oprogramowaniem, dodatkowymi zabezpieczeniami, systemami nadzoru i odpowiednimi procedurami dopuszczenia do ruchu. Autonomia ma zatem gospodarczy sens tylko wtedy, gdy koszt technologicznego zastąpienia człowieka jest mniejszy od wartości zasobów, które dzięki temu można oszczędzić. To prosta zasada, którą warto stosować również wobec samochodów autonomicznych, robotów przemysłowych i wielu innych maszyn.

## Rozwój dronów wpływa na całą gospodarkę

Jeżeli nie potrafimy przewidzieć, kto wygra wyścig producentów dronów, możemy poszukać przedsiębiorstw dostarczających wyposażenie potrzebne niemal każdemu z uczestników.

Teledyne jest dobrym przykładem. Jego dział obrazowania cyfrowego osiągnął w 2025 roku 3,16 mld dolarów przychodów. Przedsiębiorstwo sprzedaje kamery, technologie podczerwieni, sensory i systemy obserwacyjne. Drony są jednym z wielu zastosowań tych urządzeń. Jeżeli świat będzie potrzebował coraz więcej maszyn obserwujących otoczenie, ktoś będzie musiał dostarczyć im oczy. Kamera może znaleźć się w dronie wojskowym, robocie przemysłowym, pojeździe autonomicznym albo systemie ochrony obiektu. Nie trzeba zatem wiedzieć, który producent gotowej maszyny zwycięży. Wystarczy trafnie rozpoznać element potrzebny wszystkim konkurentom.

Taka pozycja może być bardzo atrakcyjna, lecz nie jest automatycznie bezpieczna. Jeżeli sensory staną się powszechnym i łatwo dostępnym towarem, ich producenci również znajdą się pod presją cenową. Rosnąca liczba sprzedawanych kamer nie gwarantuje wysokiej rentowności przedsiębiorstwa, które je produkuje. Ponownie wracamy więc do pytania o to, czego będzie brakowało.

## Maszyna musi być inteligentna

Podobny, choć bardziej wyspecjalizowany przypadek stanowi Ambarella. Firma rozwija energooszczędne układy pozwalające urządzeniom samodzielnie przetwarzać dane z czujników, rozpoznawać otoczenie i podejmować część decyzji bez stałego połączenia z odległym centrum danych.

W przypadku autonomicznych maszyn ma to szczególne znaczenie. Łączność może zostać przerwana, opóźnienie transmisji może być zbyt duże, a przesyłanie ogromnej ilości danych zbyt kosztowne. W zastosowaniach wojskowych przeciwnik może ponadto celowo zakłócać komunikację.

Część obliczeń musi więc odbywać się bezpośrednio w maszynie.

Dron stawia przed takim urządzeniem wyjątkowo surowe wymagania. Każdy dodatkowy wat oznacza energię, której nie można wykorzystać do lotu, a każdy dodatkowy gram trzeba unieść. Nie zawsze zwycięży więc układ oferujący największą możliwą moc obliczeniową. Lepszy może być ten, który zapewni wystarczające możliwości przy mniejszym zużyciu energii, niższej masie i rozsądnej cenie. To interesujący przykład sytuacji, w której fizyczne ograniczenia maszyny stają się źródłem gospodarczej wartości.

## Gigant może wygrać i niewiele na tym zyskać

Nvidia i Qualcomm pokazują problem odwrotny. Oba przedsiębiorstwa mogą dostarczać ważne technologie dla autonomicznych maszyn. Układy obliczeniowe, analiza obrazu, robotyka i komunikacja będą niezbędne w świecie pełnym urządzeń działających bez bezpośredniego nadzoru człowieka.

Inwestor kupujący Nvidię z powodu rozwoju dronów powinien jednak zapytać o skalę. Nawet pięciokrotny wzrost rynku bezzałogowych maszyn nie musi mieć zasadniczego wpływu na przedsiębiorstwo, którego wyniki zależą przede wszystkim od centrów danych i całej infrastruktury sztucznej inteligencji. Powstaje zatem pozorny paradoks. Znakomite przedsiębiorstwo uczestniczące w wielkiej przemianie może być niezbyt dobrym sposobem inwestowania właśnie w tę przemianę. Sukces danego rynku może być po prostu zbyt mały w stosunku do całej działalności spółki.

Małe przedsiębiorstwo może podwoić wartość dzięki jednemu sukcesowi i stracić większość wartości wskutek jednej porażki. Wielki koncern może natomiast odnieść spektakularny sukces technologiczny w pewnej dziedzinie, który pozostanie prawie niewidoczny w jego łącznych wynikach.

## Maszyna musi wiedzieć, gdzie się znajduje

Autonomia wymaga nie tylko obserwowania otoczenia. Maszyna musi również znać własne położenie. Otwiera to kolejną część rynku, precyzyjne pozycjonowanie, nawigację, mapowanie i systemy inercyjne. Garmin, Trimble i Hexagon uczestniczą w różnych częściach tej działalności, choć żadnego z tych przedsiębiorstw nie nazwalibyśmy producentem dronów.

Jeżeli drony okażą się rynkiem mniejszym od oczekiwań, precyzyjne pozycjonowanie nadal będzie potrzebne w rolnictwie, budownictwie, geodezji, transporcie i robotyce. Jeżeli natomiast autonomiczne maszyny staną się powszechne, zapotrzebowanie na dokładne określanie położenia i kierunku ruchu będzie rosło razem z nimi.

Jest to działalność mniej widowiskowa niż budowa latających taksówek. Na giełdzie widowiskowość sama w sobie nie przynosi jednak dodatkowego zysku.

## A jeśli najważniejszy nie będzie dron?

Jeszcze wyżej znajduje się oprogramowanie organizujące pracę całych systemów. Palantir nie jest oczywiście producentem dronów, ale jego przykład prowadzi do ciekawego pytania. Jeżeli na polu walki znajduje się dziesięć tysięcy sensorów, radarów, dronów i innych urządzeń, wartość każdego z nich może z czasem maleć. Coraz większego znaczenia nabiera natomiast system, który potrafi połączyć informacje, ocenić sytuację i zdecydować, które urządzenie powinno wykonać określone zadanie.

Podobnie będzie w gospodarce cywilnej. Posiadanie tysiąca autonomicznych maszyn nie wystarcza. Trzeba wiedzieć, gdzie je skierować, jak rozdzielić pracę, kiedy je serwisować i co zrobić, gdy pojawi się sytuacja, której wcześniej nie przewidziano. Jeżeli same maszyny będą coraz bardziej ujednolicone i łatwo zastępowalne, większa część zysku może przypaść przedsiębiorstwom dostarczającym systemy kierujące ich pracą. Dron stanie się wówczas wykonawcą decyzji podejmowanej gdzie indziej.

## Wielki koncern daje inną możliwość

Jeszcze inną grupę stanowią L3Harris, Leonardo, Saab, Airbus, Boeing czy Northrop Grumman. Wszystkie posiadają technologie i programy związane z systemami bezzałogowymi, ale ich akcjonariusz nie uzależnia swojego powodzenia wyłącznie od dronów. Jeżeli autonomiczne lotnictwo będzie rozwijało się szybko, istniejąca wiedza, fabryki, doświadczenie, relacje z klientami i zdolność łączenia wielu urządzeń w jeden system mogą pozwolić tym przedsiębiorstwom zdobyć znaczną część nowego rynku. Jeżeli rozwój będzie wolniejszy, pozostają inne źródła dochodu.

Takie rozwiązanie zmniejsza zarówno ryzyko pomyłki, jak i korzyść wynikającą z wyjątkowo trafnej prognozy. Bardzo udany program bezzałogowy może mieć ogromne znaczenie dla niewielkiej spółki, ale tylko umiarkowany wpływ na wartość Airbusa czy Boeinga. Nie istnieje więc jeden właściwy stopień uzależnienia inwestycji od sukcesu dronów. Wszystko zależy od ceny, ryzyka, zapotrzebowania przedsiębiorstwa na kapitał i wielkości możliwej nagrody.

## Co pozostanie cenne?

W tym miejscu dochodzimy do pytania ważniejszego od wyboru konkretnego rodzaju drona. Załóżmy, że za piętnaście lat świat rzeczywiście będzie pełen autonomicznych maszyn. Producent drona otrzyma zapłatę za urządzenie. Producent sensora sprzeda kamerę albo radar. Wytwórca procesora dostarczy układ obliczeniowy. Firma informatyczna może pobierać opłaty przez cały okres użytkowania maszyny, a operator floty zarabiać na różnicy pomiędzy kosztem wykonania zadania a ceną płaconą przez klienta.

Każda z tych działalności ma inną strukturę kosztów i inną podatność na konkurencję. Produkcja urządzeń wymaga fabryk, zapasów i kapitału obrotowego. Oprogramowanie można powielać przy niewielkim dodatkowym koszcie, ale również ono może zostać zastąpione przez konkurencyjne rozwiązanie. Operator transportowy może uzyskiwać regularne przychody, lecz musi finansować flotę i ponosić odpowiedzialność za jej działanie. Nie wystarczy zatem znaleźć miejsca, w których pojawi się wielki popyt. Trzeba ustalić, gdzie zaspokojenie tego popytu pozostanie trudne.

Jeżeli za dziesięć lat wielu producentów będzie potrafiło zbudować dobrego drona, może on stać się stosunkowo tanim i mało rentownym produktem. Jeżeli nadal trudno będzie stworzyć system pozwalający maszynie działać bez sygnału satelitarnego, wartość może pozostać właśnie tam. Jeżeli kamery staną się powszechnym towarem, zysk przesunie się do innej części systemu. Jeżeli zarządzanie milionami autonomicznych urządzeń będzie wymagało wyjątkowo trudnego oprogramowania, to ono może stać się najcenniejszym elementem całej układanki.

Podobnie jest z dopuszczeniem autonomicznych samolotów pasażerskich do ruchu. Jeżeli procedura będzie trwała dziesięć lat i kosztowała miliardy, sama zdolność do jej przejścia stanie się przeszkodą chroniącą istniejące przedsiębiorstwa przed nowymi konkurentami.

Wysoka rentowność zawsze przyciąga kapitał. Informuje przedsiębiorców, gdzie istnieje możliwość zarobku. Jeżeli konkurenci mogą łatwo wejść na rynek, nadzwyczajny zysk z czasem zanika. Trwała wartość nie wynika więc wyłącznie z rozwoju rynku. Powstaje tam, gdzie przedsiębiorstwo potrafi zachować swoją przewagę mimo prób odebrania mu klientów przez konkurentów.

## Nie wolno zapominać o kapitale

W opowieściach o przyszłości łatwo pominąć koszt drogi prowadzącej do jej urzeczywistnienia. Joby może skonstruować znakomity samolot, Archer może znaleźć ogromny rynek, Red Cat może wielokrotnie zwiększyć produkcję, a EHang dowieść technicznej możliwości autonomicznego transportu pasażerskiego.

Akcjonariusz nie posiada jednak technologii w oderwaniu od przedsiębiorstwa. Posiada określoną część firmy. Jeżeli przedsiębiorstwo musi przez dziesięć lat emitować nowe akcje, aby sfinansować drogę do rentowności, dotychczasowy akcjonariusz staje się właścicielem coraz mniejszej części przyszłego sukcesu. Jeżeli kapitał drożeje, przedsięwzięcia wyglądające rozsądnie w okresie bardzo niskich stóp procentowych mogą przestać zapewniać zadowalający zwrot. Czas również ma cenę. Pieniądze przeznaczone dzisiaj na jeden projekt nie mogą zostać jednocześnie wykorzystane gdzie indziej. Obietnica wielkiego zysku za piętnaście lat musi zatem wynagradzać zarówno długie oczekiwanie, jak i ryzyko, że oczekiwany rezultat nigdy nie nadejdzie. Ma to szczególne znaczenie w przypadku eVTOL. Technologia może działać, produkt może znaleźć klientów, a cały rynek rzeczywiście może powstać. Inwestycja nadal może jednak okazać się słaba, jeżeli droga do dojrzałości pochłonie zbyt wiele kapitału.