Ekonomia świata po rewolucji AI

Ekonomia świata po rewolucji AI

Modele językowe, robotyka i automatyzacja mogą doprowadzić do gospodarki, w której praca człowieka będzie potrzebna w znacznie mniejszym stopniu niż dzisiaj. Być może maszyny będą pisały programy, prowadziły księgowość, projektowały budynki, diagnozowały choroby, wytwarzały towary i przewoziły je bez większego udziału ludzi. Nie wynika z tego jednak, że człowiek stanie się zbędny. Praca jest tylko jedną z jego ról. Człowiek jest również konsumentem, właścicielem i przedsiębiorcą. Sztuczna inteligencja może ograniczyć znaczenie niektórych funkcji, lecz właśnie wtedy pozostałe staną się ważniejsze.

Maszyna może pracować, ale dla kogo?

Dyskusja o przyszłości pracy zwykle zaczyna się od pytania, co stanie się z człowiekiem, kiedy sztuczna inteligencja przejmie znaczną część jego obowiązków. Jest ono uzasadnione, ale pomija rzecz bardziej podstawową. Produkcja nie istnieje dla samej produkcji. Ma sens dlatego, że na jej końcu znajduje się człowiek, który czegoś potrzebuje.

Możemy wyobrazić sobie całkowicie zautomatyzowaną fabrykę. Roboty wydobywają surowce, autonomiczne pojazdy przewożą je do zakładu, sztuczna inteligencja projektuje produkty, maszyny je wytwarzają, a inne systemy zarządzają sprzedażą i transportem. W całym przedsięwzięciu może nie być ani jednego pracownika. Nadal jednak musi istnieć ktoś, kto chce kupić to, co fabryka wyprodukowała.

Sztuczna inteligencja nie może być konsumentem. Dlatego świat bez ludzkiej pracy nie jest tym samym co świat bez człowieka. Jeżeli maszyny przejmą znaczną część produkcji, zmieni się przede wszystkim sposób, w jaki człowiek uczestniczy w gospodarce.

Od pracy do własności

Wraz ze spadkiem znaczenia pracy rośnie znaczenie własności. Jeżeli maszyny wykonują niemal wszystkie czynności, coraz mniej interesujące staje się pytanie, kto pracuje. Coraz ważniejsze jest pytanie, do kogo należą maszyny i owoce ich działania.

Właściciel przedsiębiorstwa jest ostatecznie tym, kto rozporządza powstałą nadwyżką. Może ją skonsumować, ponownie zainwestować albo przeznaczyć na inne przedsięwzięcie. Jeżeli zatem pracę ludzi zastępują maszyny, dochód z pracy może tracić na znaczeniu, podczas gdy dochód wynikający z posiadania kapitału staje się ważniejszy.

Można oczywiście wyobrazić sobie skrajny scenariusz, w którym niewielka grupa właścicieli posiada niemal wszystkie maszyny i systemy sztucznej inteligencji, a reszta społeczeństwa traci zarówno pracę, jak i własność. Taki układ natrafia jednak na zasadniczą trudność. Przedsiębiorstwa potrzebują nabywców. Jeżeli większość ludzi nie otrzymuje ani wynagrodzenia za pracę, ani dochodu z kapitału, nie ma również za co kupować tego, co produkują zautomatyzowane przedsiębiorstwa.

Nie oznacza to, że znamy już rozwiązanie tego problemu. Być może własność kapitału stanie się bardziej powszechna. Mogą powstać nowe sposoby uczestniczenia w dochodach wytwarzanych przez maszyny. Niewykluczone są również rozwiązania instytucjonalne, których dzisiaj nie potrafimy przewidzieć. Można natomiast powiedzieć jedno: gospodarka może ograniczyć potrzebę ludzkiej pracy, lecz nie może jednocześnie pozbyć się ludzi jako odbiorców swoich produktów.

Sztuczna inteligencja jako wykonawca

Jeszcze ciekawsza zmiana może nastąpić w samej przedsiębiorczości. Dzisiejsza gospodarka jest w znacznej mierze współzawodnictwem w sprawności wykonania. Jedno przedsiębiorstwo ma lepszych inżynierów, inne skuteczniejszych sprzedawców, trzecie sprawniej zarządzaną fabrykę. Nawet człowiek posiadający znakomity pomysł musi znaleźć ludzi, zgromadzić kapitał, zbudować organizację i doprowadzić do wykonania tysięcy czynności niezbędnych do zamiany zamysłu w rzeczywisty produkt.

Między pomysłem a jego urzeczywistnieniem stoi dzisiaj ogromna ilość ludzkiej pracy. Sztuczna inteligencja może ten dystans radykalnie skrócić.

Jeżeli podobne możliwości programowania, projektowania, analizowania, zarządzania, produkowania i sprzedawania staną się dostępne dla wielu przedsiębiorców, sama zdolność wykonania przestanie być tak rzadka jak obecnie. Nie oznacza to, że wszystkie przedsiębiorstwa staną się równie sprawne. Zmieni się jednak miejsce, w którym powstaje przewaga. Pytanie „czy potrafię to zrobić?” będzie coraz częściej ustępowało znacznie trudniejszemu: „co powinienem zrobić?”.

Sztuczna inteligencja nie usuwa bowiem podstawowego problemu gospodarowania. Zasoby pozostają ograniczone, podczas gdy sposobów ich wykorzystania jest niemal nieskończenie wiele. Tego samego kapitału nie można jednocześnie przeznaczyć na budowę elektrowni, opracowanie lekarstwa, wznoszenie mieszkań i stworzenie gry komputerowej. Ktoś musi wybierać.

Każdy taki wybór zawiera sąd o przyszłości. Przedsiębiorca musi rozstrzygnąć, czego ludzie będą potrzebowali, za co zechcą zapłacić, jakie ryzyko warto podjąć i któremu z tysięcy możliwych przedsięwzięć należy powierzyć ograniczone zasoby.

Wojna filozofów

W tym sensie przedsiębiorczość zawsze miała w sobie coś z filozofii. Przedsiębiorca nie tylko zarządza ludźmi i kapitałem. Formułuje pewien sąd o świecie, a następnie ryzykuje własnym majątkiem, zakładając, że jego ocena jest trafna.

Dzisiaj ta funkcja jest częściowo ukryta pod ogromem pracy organizacyjnej. Przedsiębiorca zatrudnia, negocjuje, sprzedaje, rozwiązuje konflikty, zdobywa finansowanie, pilnuje terminów i sprawdza wykonanie. Znaczną część czasu poświęca nie na rozstrzyganie, co warto zrobić, lecz na doprowadzanie do tego, aby zostało to zrobione.

Jeżeli znaczną część tych czynności przejmą systemy sztucznej inteligencji, istota przedsiębiorczości stanie się bardziej widoczna. Maszyny będą coraz lepiej odpowiadały na pytanie, jak coś zrobić. Właściciel kapitału nadal będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, co warto zrobić i dlaczego.

Właśnie w tym znaczeniu gospodarka przyszłości może przypominać wojnę filozofów. Nie chodzi o ludzi prowadzących abstrakcyjne spory, lecz o właścicieli kapitału urzeczywistniających za pomocą maszyn odmienne wyobrażenia o przyszłości. Jeden uzna, że warto budować miasta, drugi nowe źródła energii, trzeci lekarstwa, czwarty rozrywkę, a piąty przedsięwzięcie, którego dzisiaj nie potrafimy jeszcze nazwać.

Spór między nimi nie zostanie rozstrzygnięty przy stole. Rozstrzygną go decyzje ludzi, dla których powstają ich produkty.

Jeden przedsiębiorca powierzy maszynom wykonanie trafnej koncepcji, drugi błędnej. Pierwszy stworzy coś, co nabywcy uznają za cenniejsze od zasobów zużytych do jego wytworzenia. Drugi zmarnuje kapitał. Nawet gdy całą pracę wykonają maszyny, zysk i strata nadal będą osądzać konkurujące ze sobą wizje przyszłości.

Najrzadszym dobrem może być dobry pomysł

W takim świecie przedsiębiorczość mogłaby zostać niejako oczyszczona z wielu czynności, które dzisiaj ją obciążają. Przedsiębiorca coraz rzadziej musiałby być jednocześnie administratorem, kierownikiem, sprzedawcą i organizatorem pracy. Większą część tych obowiązków mógłby powierzyć swoim cyfrowym wykonawcom.

Pozostałoby jednak to, czego nie sposób łatwo sprowadzić do wykonania polecenia: wybór celu, przeznaczenie kapitału i ponoszenie skutków własnej decyzji. Maszyna może doskonale wiedzieć, jak wybudować fabrykę. Nie wynika z tego jeszcze, że właśnie fabrykę należy budować. Może zaprojektować tysiąc produktów, ale ktoś nadal musi zdecydować, który z nich warto wytworzyć.

Im tańsza i powszechniejsza stanie się zdolność wykonania, tym większego znaczenia może nabierać trafność wyboru. W świecie niedostatku inżynierów ogromną wartość ma umiejętność napisania programu. W świecie, w którym niemal każdy może polecić maszynie napisanie programu, wartość przesuwa się ku wiedzy, jaki program powinien powstać.

Nie oznacza to, że sztuczna inteligencja nie będzie uczestniczyła również w tym procesie. Będzie przedstawiała możliwości, oceniała ryzyko, analizowała dane i podważała pomysły właściciela. Ostatecznie jednak ktoś musi zdecydować, któremu przedsięwzięciu powierzyć rzeczywiste zasoby i ponieść konsekwencje tego wyboru.

Lepiej posiadać kapitał

Z tych rozważań wynika bardzo praktyczny wniosek dotyczący teraźniejszości. Jeżeli znaczenie pracy będzie malało, a znaczenie własności rosło, warto wykorzystać okres przejściowy do gromadzenia kapitału.

Nie dlatego, że człowiek pozbawiony majątku zostanie w przyszłości usunięty z gospodarki. System produkcyjny nadal będzie potrzebował ludzi jako konsumentów i będzie musiał znaleźć sposób, aby mogli uczestniczyć w owocach produkcji. Własny kapitał daje jednak coś więcej: niezależność, możliwość wyboru i zdolność działania na własny rachunek.

Dopóki praca pozostaje ważnym źródłem dochodu, część jej owoców można zamieniać we własność. Nie wiemy jeszcze, co będzie najważniejszym kapitałem gospodarki przyszłości. Mogą nim być udziały w przedsiębiorstwach, infrastruktura energetyczna, roboty, moc obliczeniowa, systemy sztucznej inteligencji albo dobra, których znaczenia jeszcze nie dostrzegamy.

Nie trzeba tego dzisiaj rozstrzygać. Ważniejsza jest sama zasada. Człowiek może zamieniać część dochodu uzyskiwanego dzięki własnej pracy w kapitał, który w przyszłości będzie pracował zamiast niego.

Własność zwiększa bowiem zakres możliwych decyzji. Człowiek posiadający kapitał może uruchamiać własne przedsięwzięcia, powierzać maszynom realizację własnych pomysłów i zachowywać część korzyści wynikających z trafnych wyborów. Nie musi czekać, aż ktoś inny zdecyduje, w jaki sposób będzie uczestniczył w nowym porządku gospodarczym.

Własna armia

W ten sposób wracamy do wojny filozofów. Sam kapitał nie mówi właścicielowi, co powinien z nim zrobić. Sztuczna inteligencja również nie usuwa konieczności wyboru. Można posiadać znakomite modele, roboty, fabryki i ogromną moc obliczeniową, a następnie wykorzystać je do urzeczywistnienia fatalnego pomysłu.

Maszyny mogą więc przejąć znaczną część pracy, ale nie usuwają człowieka z gospodarki. Ludzie pozostają konsumentami i właścicielami, a przede wszystkim źródłem konkurujących ze sobą zamierzeń. Jeżeli zdolność wykonania stanie się tania i powszechnie dostępna, najrzadszym dobrem może okazać się trafna odpowiedź na pytanie, co właściwie warto wykonać.

Warto zatem wykorzystać czas, w którym własna praca nadal ma znaczną wartość. Część jej owoców można zamieniać w kapitał, a wraz z nim zdobywać coraz większą swobodę działania. Im więcej go posiadamy, tym więcej własnych pomysłów będziemy mogli w przyszłości powierzyć maszynom.

W wojnie filozofów dobrze jest mieć własną armię.