Granice centralnego planowania na rynku energetycznym
W energetyce stosunkowo łatwo wskazać widoczne rezultaty działalności państwa. Można policzyć uruchomione programy, przyznane dotacje, zbudowane elektrownie i kilometry nowych sieci. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy wszystkie te przedsięwzięcia tworzą gospodarczo uzasadnioną całość.
Elektrownia może powstać zgodnie z harmonogramem, spełnić wszystkie wymagania administracyjne i przybliżyć wykonanie narodowej strategii, a mimo to dostarczać energię przede wszystkim w godzinach, w których jej wartość jest niewielka. W sprawozdaniu inwestycja nadal będzie sukcesem. Jej właściciel, odbiorca energii i podatnik mogą oceniać ją zupełnie inaczej.
Porównanie Chin z Teksasem dobrze pokazuje ograniczenia oceniania energetyki wyłącznie na podstawie udziału źródeł odnawialnych. W 2025 roku OZE odpowiadały za 38,5 proc. chińskiej produkcji energii elektrycznej. W teksańskim systemie ERCOT, zaspokajającym około dziewięciu dziesiątych zapotrzebowania stanu, sam wiatr i słońce zapewniały 37,5 proc. rocznej produkcji. W Chinach udział tych dwóch źródeł wynosił około 22 proc.; znaczną część pozostałej produkcji odnawialnej zapewniały elektrownie wodne. Podobieństwo ogólnego wskaźnika przesłania zatem istotną różnicę. Teksas musi radzić sobie ze znacznie większym udziałem produkcji zależnej bezpośrednio od pogody. Nie przesądza to o wyższości jednego systemu nad drugim. Pozwala natomiast postawić znacznie ciekawsze pytanie, w jaki sposób oba systemy radzą sobie z koniecznością nieustannego dostosowywania produkcji i zużycia?
Wielkość inwestycji nie świadczy jeszcze o jej trafności
Chińska skala inwestycji budzi zrozumiałe zainteresowanie. Łatwo jednak uznać wielkość przedsięwzięcia za dowód trafności decyzji. Tymczasem zdolność zgromadzenia kapitału i skierowania go do wybranej gałęzi gospodarki nie rozstrzyga jeszcze, czy został on wykorzystany lepiej niż w innych możliwych zastosowaniach. Aby to ocenić, trzeba uwzględnić nie tylko koszt samych elektrowni, lecz również finansowania, rozbudowy sieci, utrzymywania rezerw i dostosowania odbioru do zmieniającej się produkcji. Trzeba także wiedzieć, kto ponosi straty, jeżeli pierwotne założenia okażą się błędne.
Megawatogodzina energii nie ma tej samej wartości w każdym miejscu i o każdej porze. Energia dostępna w południe podczas dużej produkcji fotowoltaicznej może być stosunkowo tania, podczas gdy kilka godzin później ten sam system może pilnie potrzebować dodatkowej podaży. Nie wystarczy więc wyprodukować energię. Trzeba ją wyprodukować tam i wtedy, gdzie przedstawia odpowiednią wartość.
Wiedza jest rozproszona
Informacje potrzebne do właściwego wykorzystania energii są rozproszone między tysiące uczestników rynku. Właściciel zakładu przemysłowego zna koszt przesunięcia części produkcji na noc. Właściciel chłodni wie, jak długo może ograniczyć pobór bez szkody dla przechowywanych towarów. Operator magazynu potrafi ocenić koszt kolejnego cyklu pracy baterii. Inwestor zastanawia się, czy bardziej opłaca się zbudować nową farmę słoneczną, magazyn energii czy może urządzenie zużywające energię właśnie w godzinach jej największej dostępności.
Żaden urząd nie posiada wszystkich tych informacji i nie może raz na zawsze zebrać ich w narodowej strategii energetycznej. I nie jest to zarzut wobec kompetencji urzędników. Taka wiedza po prostu nie istnieje w jednym miejscu. Co więcej, nie jest ona stała. Zmieniają się ceny urządzeń, koszt kapitału, technologie produkcji, zachowania odbiorców i dostępność nowych rozwiązań. Informacja, która była prawdziwa podczas przygotowywania pięcioletniego planu, dwa lata później może mieć niewielką wartość.
Cena przekazuje informację
Rynek nie rozwiązuje tego problemu przez zgromadzenie całej wiedzy w jednym miejscu. Robi coś znacznie prostszego, pozwala reagować na ceny. Spadek ceny w godzinach dużej produkcji zachęca do zwiększenia zużycia, ładowania magazynów albo poszukiwania działalności, dla której tania energia stanowi szczególnie ważną korzyść. Wzrost ceny w okresach niedoboru wynagradza producentów zdolnych wówczas dostarczyć energię oraz odbiorców gotowych ograniczyć zapotrzebowanie.
Poszczególni uczestnicy nie muszą znać sytuacji całego systemu. Właściciel chłodni nie musi wiedzieć, ile energii produkuje w danej chwili każda farma wiatrowa. Wystarczy, że zna własne możliwości i cenę, przy której opłaca mu się zmienić sposób działania. Na tym polega właściwość ceny. Pozwala wykorzystywać rozproszoną wiedzę bez konieczności wcześniejszego przekazywania jej centralnemu ośrodkowi decyzyjnemu. Jednak mechanizm ten działa tylko wtedy, gdy uczestnicy mogą odczuwać gospodarcze następstwa własnych wyborów.
Gdy cena przestaje przekazywać informację
W Chinach właśnie tutaj pojawiają się istotne trudności. Międzynarodowa Agencja Energetyczna zwraca uwagę, że znaczna część rozproszonych zasobów energetycznych pozostaje poza rynkiem i nie reaguje bezpośrednio na bieżące zmiany cen. Warunki rynkowe i regulacyjne ograniczają także pełne wykorzystanie magazynów energii oraz możliwości dostosowywania popytu. IEA wskazuje ponadto na ograniczenia dostępu do sieci i niewystarczające bodźce skłaniające przedsiębiorstwa sieciowe do poszukiwania najtańszych sposobów rozwiązywania lokalnych problemów. Są to informacje znacznie ważniejsze dla oceny chińskiej energetyki niż kolejny rekord przyrostu mocy. Pozwalają bowiem postawić niewygodne pytanie, w jakiej mierze administracja najpierw ogranicza możliwość samodzielnego dostosowania się uczestników gospodarki, a następnie próbuje zastąpić brakujące dostosowanie kolejnymi decyzjami administracyjnymi?
Jeżeli odbiorca nie otrzymuje informacji o zmieniającym się koszcie energii, trudno oczekiwać, że będzie odpowiednio zmieniał zużycie. Jeżeli producent otrzymuje wynagrodzenie niezależnie od tego, kiedy i gdzie dostarcza energię, słabnie jego zainteresowanie rzeczywistą wartością produkcji dla systemu. Nie oznacza to oczywiście, że każde gospodarstwo domowe powinno ponosić pełne ryzyko godzinowych wahań cen. Umowa gwarantująca stałą cenę może być zwyczajną usługą. Sprzedawca przejmuje wówczas ryzyko klienta i otrzymuje wynagrodzenie za jego właściwe zabezpieczenie. Istotne jest coś innego. Ryzyko nie znika dlatego, że usunięto je z rachunku odbiorcy. Ktoś nadal musi je ponosić. Jeżeli odpowiedzialność zostaje administracyjnie przeniesiona na innego uczestnika gospodarki, a jednocześnie odbiera mu się możliwość odpowiedniej reakcji, problem nie zostaje rozwiązany. Zmienia jedynie miejsce.
Teksas: dostosowanie zamiast jednego planu
Teksas daje interesujący przykład działania odmiennego mechanizmu. Rozbudowa fotowoltaiki zwiększa podaż energii w ciągu dnia. Wieczorem produkcja słoneczna szybko spada, a największe zapotrzebowanie na pozostałe źródła przesuwa się na późniejsze godziny. Powstają różnice cenowe, które tworzą możliwość zarobku dla właścicieli magazynów.
Niezależny obserwator rynku ERCOT opisuje, jak rosnąca konkurencja na rynku usług pomocniczych zmieniała sposób wykorzystania magazynów. Wraz ze spadkiem dochodów z tych usług właściciele baterii w większym stopniu zaczęli zarabiać na kupowaniu energii w tańszych godzinach i sprzedawaniu jej wtedy, gdy stawała się droższa. W 2025 roku całkowita moc magazynów w ERCOT przekroczyła 17 GW, a ich sposób uczestnictwa w rynku wyraźnie przesuwał się w stronę takiego handlu.
Nikt nie musiał wcześniej określić w wieloletnim planie, jaka część magazynów powinna wykonywać każde z tych zadań. Zmiana cen sprawiła, że przedsiębiorcy zaczęli inaczej wykorzystywać posiadane urządzenia. W ten sposób rynek nie tylko koordynuje istniejące zasoby. Odkrywa również, gdzie nadal można zarobić, a gdzie wcześniejsza możliwość osiągania wysokich dochodów została już wykorzystana przez konkurentów.
Nie oznacza to, że ERCOT rozwiązał wszystkie problemy związane ze zmienną produkcją energii. W 2025 roku ograniczono tam około 4,7 proc. możliwej produkcji wiatrowej oraz 6 proc. słonecznej. Oficjalne dane chińskie również pokazują niewykorzystanie części możliwej produkcji ze źródeł odnawialnych. Takie porównania wymagają ostrożności ze względu na różnice metodologiczne. Nie dają podstaw do prostego ogłoszenia zwycięstwa Teksasu nad Chinami. Pokazują jednak coś ważniejszego, znaczny udział źródeł zależnych od pogody nie musi prowadzić do nieproporcjonalnie wielkich strat energii.
Zresztą samo słowo strata może być tutaj mylące. Całkowite wykorzystanie każdej możliwej megawatogodziny nie musi być właściwym celem. Jeżeli do odebrania niewielkiej ilości energii pojawiającej się kilka razy w roku trzeba zbudować linię przesyłową kosztującą setki milionów, bardziej rozsądne może być niewykorzystanie tej produkcji. Techniczna możliwość wykorzystania zasobu nie oznacza jeszcze, że jego wykorzystanie jest uzasadnione.
Teksas również nie jest wolny od interwencji
Byłoby błędem przedstawiać ERCOT jako przykład energetyki powstałej bez udziału państwa. Rozwojowi energetyki wiatrowej towarzyszyły federalne ulgi podatkowe oraz rozbudowa sieci przesyłowych zatwierdzana przez władze stanowe. Państwo ustala również znaczną część zasad, według których działa sam rynek. Porównanie z Chinami nie powinno więc sprowadzać się do prostego przeciwstawienia „państwa” i „rynku”. Znacznie bardziej użyteczne jest pytanie, kto podejmuje poszczególne decyzje, jaką posiada wiedzę, kto ponosi ich koszt i czy błędną decyzję można skorygować.
Można osobno oceniać swobodę wejścia na rynek, dostęp do sieci, sposób ustalania cen, zasady budowy infrastruktury oraz odpowiedzialność za poniesione straty. Dopiero wtedy zaczynamy rozumieć rzeczywiste różnice pomiędzy systemami.
Operator sieci nie jest centralnym planistą
To rozróżnienie jest szczególnie ważne w elektroenergetyce, ponieważ system rzeczywiście wymaga koordynacji technicznej. Produkcja i zużycie muszą pozostawać w równowadze. Sieć potrzebuje operatora, zasad przyłączenia, zabezpieczeń i bieżącego nadzoru. Awaria jednego elementu może oddziaływać na innych uczestników. Z tych właściwości nie wynika jednak, że operator sieci lub ministerstwo potrafią najtrafniej określić przyszłą strukturę inwestycji, rozmieszczenie magazynów, technologie nowych elektrowni i harmonogram zużycia tysięcy przedsiębiorstw.
Prowadzenie sieci jest konkretnym zadaniem technicznym. Planowanie całego życia gospodarczego związanego z energią jest czymś zupełnie innym. Granica pomiędzy tymi dwiema funkcjami ma ogromne znaczenie. Konieczność technicznej koordynacji systemu bywa bowiem przedstawiana jako uzasadnienie dla znacznie szerszego kierowania inwestycjami. Tymczasem fakt, że ktoś musi utrzymywać częstotliwość sieci, nie dowodzi jeszcze, że ta sama instytucja potrafi rozstrzygnąć, gdzie za dziesięć lat najbardziej opłaci się zbudować magazyn energii.
Uczciwa rozmowa o regulacji powinna obejmować jeszcze jedno pytanie, w jaki sposób instytucje rozpoznają własne błędy? Prywatny inwestor może fatalnie ocenić przyszłość. Może zbudować elektrownię w niewłaściwym miejscu, przecenić przyszłe ceny albo wybrać technologię, która przegra z konkurencją. Jeżeli rzeczywiście ponosi stratę, zmniejsza ona kapitał pozostający w jego dyspozycji. Nie jest to gwarancja rozsądku, lecz bardzo konkretny sposób ograniczania możliwości wielokrotnego powtarzania tych samych błędów.
W przypadku programu publicznego zależność pomiędzy pomyłką a jej następstwami może być znacznie słabsza. Nieudane przedsięwzięcie może zostać uznane za dowód, że potrzebne są większe środki, dodatkowe regulacje albo następny program naprawczy. Dlatego każdej interwencji powinno towarzyszyć pytanie o warunki jej zakończenia. Po czym poznamy, że program nie działa? Kto poniesie koszt błędnej decyzji? W jakich okolicznościach zostanie zamknięty? Jeżeli zarówno powodzenie, jak i niepowodzenie mogą służyć jako uzasadnienie dalszego rozszerzania programu, nie istnieje już rzeczywisty sprawdzian jego skuteczności.
Im bardziej złożony system, tym mniej wie jego centrum
Decentralizacja energetyki nadaje temu problemowi szczególne znaczenie. Przybywa podmiotów zdolnych produkować, magazynować i oszczędzać energię. Przedsiębiorstwo może posiadać własną fotowoltaikę i magazyn, gospodarstwo domowe samochód elektryczny, a zakład przemysłowy możliwość przesuwania części zużycia pomiędzy godzinami.
Wraz z liczbą uczestników rośnie ilość wiedzy dotyczącej lokalnych warunków, potrzeb i możliwości. Wiedza ta ma wartość tylko wtedy, gdy ludzie mogą na jej podstawie działać i ponosić gospodarcze następstwa swoich decyzji. Administracja ma ważne zadania. Musi ustanawiać reguły tam, gdzie działanie jednego uczestnika wpływa na bezpieczeństwo całego systemu, określać prawa dostępu do wspólnej infrastruktury i egzekwować przyjęte zasady. Powinna jednak potrafić wykazać, dlaczego w konkretnym przypadku jej decyzja ma zastąpić wybór człowieka, który posiada lokalną wiedzę i ponosi jego konsekwencje.
Im bardziej złożona staje się energetyka, tym mniej przekonujące jest założenie, że wystarczy powierzyć jej koordynację komuś stojącemu dostatecznie wysoko. Z wysokości łatwiej dostrzec cały system, ale trudniej zobaczyć szczegóły, od których zależą miliony codziennych decyzji.
Nowoczesna elektroenergetyka nie potrzebuje jednego umysłu zdolnego wszystko przewidzieć. Potrzebuje reguł pozwalających milionom ludzi wykorzystywać wiedzę, którą posiadają tylko oni, oraz cen przekazujących im informacje o decyzjach podejmowanych przez innych. Najtrudniejszym zadaniem nie jest więc znalezienie doskonałego koordynatora. Jest nim stworzenie takich warunków, w których gospodarka może się koordynować, mimo że doskonały koordynator nie istnieje.
Komentarze ()